
Gibraltarski łącznik
Jerzy Sławomir Mac
Wprost, 6 sierpnia 2000
Co naprawdę zdarzyło się 4 lipca 1943 r. na lotnisku w Gibraltarze, skąd odleciał w swą, jak się okazało, ostatnią podróż generał Władysław Sikorski, premier polskiego rządu na obczyźnie i naczelny wódz polskich sit zbrojnych?
Krótko przed katastrofą wydarzyło się coś, o czym wiedzieli nieliczni i czego przez długie lata nie łączono ze śmiercią Sikorskiego. "16 kwietnia 1943 r. przyleciał w tajemnicy na Półwysep Iberyjski Kim Piliłby, wykonując misję specjalną z ramienia brytyjskiej służby tajnej\" - ujawnił Anthony Cave Brown w wydanej niedawno książce "Szpiegowska afera stulecia", poświęconej temu najwyżej ulokowanemu sowieckiemu agentowi w brytyjskich służbach specjalnych. Philby pełnił kolejno funkcje szefa kontrwywiadu zagranicznego, rezydenta w Stambule, oficera łącznikowego w Waszyngtonie i osoby odpowiedzialnej za operacje SIS (brytyjskiego wywiadu) w Europie Wschodniej, niemal w komplecie zakończone klęską (powstanie warszawskie było jedną z nich). Dopiero w latach 60. wyszło na jaw, że był on od początku lat 30. sowieckim agentem, któremu Kreml zawdzięczał doskonalą znajomość tajemnic brytyjskich w czasie, gdy ważyły się losy wojny i gdy kształtował się powojenny ład świata. "To człowiek, który pogrzebał mocarstwowe aspiracje Anglików" - pisze o nim Brown.
Ujawnienie działalności Philby\'ego podważyło zarówno oficjalną wersję przyczyn katastrofy, jak i podejrzenia, że mógł on paść ofiarą spisku brytyjskich służb specjalnych. Jeśli Philby przyłożył rękę do katastrofy w Gibraltarze - a wiele na to wskazuje - to nie jako agent brytyjski, lecz sowiecki. Wersja katastrofy lotniczej, wykluczająca zamach, miała zresztą w świecie niewielu zwolenników, poza jej autorami. Opublikowany jeszcze w roku śmierci generała raport specjalnej komisji śledczej, powołanej przez rząd brytyjski do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, stwierdzający, że nie było sabotażu, został zakwestionowany przez polski rząd w Londynie. Emigracyjne władze RP zarzucały między innymi, że nie badano związku między tym wypadkiem a wcześniejszą próbą spowodowania katastrofy samolotu generała Sikorskiego na lotnisku w Montrealu w styczniu 1942 r. Na początku lat 60. Jan Nowak-Jeziorański, wówczas dyrektor rozgłośni polskiej Radia Wolna Europu, spotkał się z czeskim pilotem Liberatora, Prchalem, który jako jedyny ocalał z katastrofy. Dyrektor rozgłośni polskiej RWĘ chciał go między innymi spytać, jak to się stało, że miał na sobie kamizelkę ratunkową, czy też spadochron, dzięki czemu przeżył. Przecież musiało mu to przeszkadzać w pilotowaniu maszyny. Raport tego nie wyjaśniał. - Podczas tej rozmowy był w defensywie. Zasłaniał się utratą pamięci w ostatnich chwilach przed katastrofą i powtarzał w kółko oficjalną wersję o zablokowaniu sterów -wspomina dziś Jan Nowak-Jeziorański.
Aeronautyczne ustalenia raportu, mające świadczyć o zablokowaniu sterów samolotu przez nie umocowany ładunek, zostały zakwestionowane w artykule, który ukazał się w fachowym miesięczniku "AeropIane\". Najkrócej rzecz ujmując, chodziło o to, że stery samolotu Liberator były w innym położeniu, niż mogłoby to wyniknąć z ich zablokowania przypadkowym przedmiotem.
Wątpliwości były starannie podsycane przez historiografię i propagandę PRL, która zaszczepiała w umysłach Polaków hipotezę o zamachu dokonanym przez Anglików. Premier polskiego rządu na wychodźstwie miałby im zawadzać w utrzymaniu dobrych stosunków z sowieckim sojusznikiem. Sikorski zginął wszak wkrótce po odkryciu w lesie katyńskim zwłok zamordowanych polskich oficerów, co spowodowało zerwanie stosunków dyplomatycznych miedzy Moskwą a rządem polskim. Dużą rolę w utrwalaniu tego przekonania odegrał nakręcony w stanie wojennym film "Katastrofa w Gibraltarze\". Jego reżyser Bohdan Poręba, prezes osławionego Stowarzyszenia Grunwald, do dziś chwali się, że w tym filmie pierwszy wspomniał o Katyniu. Obraz w swej wymowie utrwalał tezę o brytyjskim spisku. - W interesie Anglii nie leżało zabijanie Sikorskiego. Gdyby im przeszkadzał, mogliby zrobić z nim to, co zrobili z Tomaszem Arciszewskim, premierem rządu na uchodźstwie: "zamknąć go w lodówce\", czyli ignorować, przestać uznawać - wywodzi Jan Nowak-Jeziorański. Jego zdaniem, jeżeli był to zamach, to stał za nim nie Churchill, lecz Stalin.
Twierdził to już Marian Kukiel, historyk i generał, przed wrześniem 1939 r. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w czasie wojny dowódca l Korpusu, po wojnie biograf Sikorskiego i dyrektor londyńskiego instytutu jego imienia. Według Kukiela, Philby miał wejść w posiadanie! szczegółowej marszruty podróży Sikorskiego i dostarczyć ją Sowietom. Ładunek, który spowodował katastrofę, mógł więc zostać zainstalowany już wcześniej, w Kairze. O tym, że Philby pełnił funkcję instrumentu w zabójstwie Sikorskiego, był też przekonany Romuald Spasowski, były ambasador PRL w Waszyngtonie, który w stanie wojennym zerwał z reżimem Jaruzelskiego i pozostał w USA. Jego żona była spokrewniona z rodziną Sikorskiego. Nowak-Jeziorański przypuszcza, że Philby lub jakiś inny umocowany agent sowiecki mógł się też przyczynić do zamachu na generała de Gaulle'a 21 kwietnia 1943 r. na lotnisku w Glasgow. - Przecież de Gaulle też był główną przeszkodą na drodze do opanowania władzy we Francji przez komunistów po jej wyzwoleniu - wywodzi kurier z Warszawy.
- Istotnie, Sowieci mogli mieć w tym interes; skłócić zachodnich sojuszników, doprowadzić do sytuacji kryzysowej w polskich władzach emigracyjnych, co się w pewnym stopniu stało, i ułatwić przejęcie władzy w Polsce przez komunistów -przyznaje prof. Andrzej Paczkowski, historyk z PAN. Zauważa jednak, że było to trochę nie w ich stylu, - Nie przypominam sobie, by w tamtych czasach inspirowali jakiś zamach na przywódcę czy głowę państwa. Nawet na Hitlera. Usuwali raczej swoich: Trockiego, liderów białej emigracji. Uważam, że sprawa jest nadal otwarta.
Philby zmarł w 1988 r. w Moskwie, obsypany przez Kreml najwyższymi honorami. Dostał Order Lenina, wypuszczono nawet znaczek pocztowy z jego podobizną. Zostawił po sobie ogromną kolekcję. dokumentów i pamiętniki, z których tylko część została opublikowana. Zawartość jego archiwum jest do dziś jedną z tajnych broni Kremla. Zdaniem historyków, powinny tam być i na pewno są dokumenty związane z misja Philby\'ego na Półwyspie Iberyjskim przed śmiercią Sikorskiego, które mogłyby ostatecznie wyjaśnić zagadkę katastrofy jego samolotu. Aby jednak skłonić Moskwę do otwarcia archiwów, najpierw powinien otworzyć je Londyn. Na początku lipca Jan Nowak-Jeziorański wystosował do szefa brytyjskiego MSZ, Robina Cooka, list otwarty z prośbą o ujawnienie i udostępnienie wszystkich dokumentów dotyczących katastrofy w Gibraltarze, których Wielka Brytania - jak przyznaje autor listu - "w ówczesnych warunkach nic mogła ujawnić\", a także materiałów z prowadzonych później śledztw w sprawie angielskich szpiegów w służbie wywiadu sowieckiego. "Przekonany jesieni, że jakakolwiek pomoc ze strony rządu Jego Królewskiej Mości w ustaleniu prawdy historycznej wzmocni jeszcze bardziej więzy przyjaźni między Anglią a Polakami\" - pisze Nowak-Jeziorański. - Żeby mój list odniósł skutek, strona polska powinna powiedzieć jasno: nic mamy powodów do cienia podejrzeń wobec Anglii. Uważamy jednak, że śledztwo w sprawie katastrofy powinno zostać wznowione i sięgnąć Moskwy. TyIko wspólne wystąpienie obu krajów mogłoby ją skłonić do ujawnienia prawdy. Skoro przyznali się do zbrodni katyńskiej, nie ma powodów, by nie mogli się przyznać do zamachu na Sikorskiego - twierdzi w rozmowie z "Wprost\".
Podjęcie prac polsko-brytyjskiej komisji ds. archiwów polskiego wywiadu z okresu II wojny światowej, utworzonej przez premierów Tony\'ego Blaira i Jerzego Buzka, stwarza bardzo dobry klimat, Wchodząca w skład komisji prof. Daria Nałęcz, naczelna dyrektor Archiwów Państwowych, podkreśla ogromną życzliwość i otwartość strony brytyjskiej. - Nie wykluczam więc, że wśród udostępnionych nam dokumentów znajdą się też materiały dotyczące śmierci Sikorskiego, również polskiej proweniencji - mówi prof. Nałęcz. Mogą one wiele wyjaśnić, ale mogą też przysporzyć dodatkowych komplikacji. W rym czasie, gdy zginął generał, w Gibraltarze odbywał się wielki zjazd polskiej siatki wywiadowczej, której członkowie po śmierci generała rozjechali się po świecie. Uczestnicy tego spotkania nie byli indagowani przez brytyjską komisję śledczą. Mogli być wśród nich również podwójni i potrójni agenci czy agenci "odwróceni\". Służby specjalne chronią tych tajemnic jak źrenicy oka.
---------------------------------------------------------
Nocą 4 lipca 1943 r. samolot Liberator B-24 należący do RAF wystartował z lotniska w Gibraltarze, po kilku sekundach utracił wysokość i spadł do morza. Na pokładzie prócz załogi i gen. Sikorskiego znajdowała się jego córka, szef sztabu polskich sił zbrojnych gen. Klimecki, dwóch posłów do parlamentu brytyjskiego oraz pięciu innych pasażerów. Uratował się tylko pilot. Według oficjalnej wersji, przyczyną katastrofy była blokada sterów, którą spowodował chlebak z konserwami, zostawiony przypadkowo przez angielskiego mechanika, przygotowującego maszynę do startu.
KATASTROFA W GIBRALTARZE. Po 60 latach wciąż tajemnica
Eugenia Maresch
Do dziś bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy katastrofa w Gibraltarze, do której doszło 4 lipca 1943 roku, czyli równo sześćdziesiąt lat temu, była efektem wypadku czy zamachu. Dochodzenia brytyjskie i polskie z 1943 roku wskazywały na pierwszą z tych hipotez. Za drugą przemawiały podejrzenia, że śmierć gen. Sikorskiego leżała w interesie jego przeciwników politycznych: Stalina, Brytyjczyków lub opozycyjnych wobec naczelnego wodza grup w szeregach Wojska Polskiego (szczegółowo tę problematykę analizuje Tadeusz A. Kisielewski w nr 1–2/2001 MW).
Wśród dokumentów brytyjskich, które udostępniono po 30 latach, jest niewiele materiałów wywiadu SIS (Secret Intelligence Service). Na początku 2000 roku odtajniono pochodzący z 1969 roku raport sekretarza gabinetu sir Burke’a Trenda, który koordynował pracę kilku resortów, w tym SIS. Jego zadaniem była weryfikacja ustaleń Komisji Śledczej Królewskich Sił Powietrznych (RAF) z 1943 roku oraz odnalezienie materiałów archiwalnych, które mogłyby obalić teorię, że zabójstwa Sikorskiego dokonano na rozkaz Churchilla. Była to reakcja na oskarżenia zawarte w sztuce Rolfa Hochutha Soldaten i książce Davida Irvinga Accident (wydanie polskie Wypadek, Pruszków 2000, Rachocki i S-ka).
Jak wyjaśnił Trend w poufnej nocie do ministra Harolda Wilsona: zespół ludzi badających dokumenty nie brał w ogóle pod uwagę hipotezy o zamachu ze strony brytyjskich służb specjalnych, która [...] wykluczyła się sama przez się. Uzasadniał to stwierdzeniem, że to Brytyjczykom zależało przecież, by Sikorski nadal żył i pozostawał u władzy, a ewentualne podejrzenia kierować należy w stronę Niemców, polskich przeciwników politycznych Sikorskiego oraz Sowietów, dlatego możliwość planowanego zamachu na życie Sikorskiego nie może być wykluczona.
Nawet po 30 latach rząd brytyjski nie zamierzał publikować dokumentów komisji śledczej z 1943 roku. Obawiano się, że przy wnikliwszej analizie wyjdą braki ośmieszające dowództwo RAF, które od samego początku zakładało, że był to wypadek. Komisja z 1943 roku zupełnie zignorowała np. fakt, że tuż przed feralnym lotem obok liberatora Sikorskiego stał samolot Iwana Majskiego, ambasadora ZSSR w Londynie. Gdyby możliwość sabotażu była brana pod uwagę na serio, już wtedy komisja musiałaby zadawać o wiele więcej pytań. Jednak po 26 latach przerwy na nowe pytania nie będzie można odpowiedzieć, ani też odtworzyć lub udowodnić faktów – stwierdził Trend. Przyznał także, że zabezpieczenie samolotu na lotnisku gibraltarskim było niedbałe i dawało niejedną okazję do sabotażu. Poza tym spostrzegł, że Komisja nie odnotowała pobytu w Gibraltarze nurka marynarki wojennej kmdr. Crabba, który brał udział w wyławianiu części samolotu. Jego raport kończy się stwierdzeniem, że stanowcze słowa podsekretarza stanu ds. lotnictwa kpt. Balfoura wykluczające sabotaż, wypowiedziane w parlamencie 23 grudnia 1943 roku, były bardziej kategoryczne, niż upoważniały do tego fakty.
Nie ulega wątpliwości, że problem bezpieczeństwa Sikorskiego musiał być poruszany szerzej w raportach brytyjskiego kontrwywiadu MI5 oraz SIS. Niestety, ich archiwa są niekompletne lub wręcz niedostępne. Część dokumentów zapewne usunięto, w Wielkiej Brytanii bowiem nie niszczy się z założenia żadnych materiałów, które mogłyby się okazać przydatne w polityce. Interesujące wydają się jednak nawet te nieliczne akta, które zostały odtajnione. Należą do nich raporty agenta SOE (Special Operations Executive) w Kairze mjr. Howartha do centrali w Londynie z lutego 1943 roku o planowanym przez polskich oficerów zamachu na Sikorskiego, które były wyciszane jako przesadne (a storm in a tea-cup – burza w filiżance). Z podobną reakcją spotkały się podejrzenia wobec polskich kół wojskowych zgłaszane przez wywiad wojskowy MI3 działający na Środkowym Wschodzie.
KTO CHCIAŁ USUNĄĆ SIKORSKIEGO?
Czy zignorowanie takich sygnałów było przejawem niefrasobliwości, czy też Brytyjczycy celowo przymknęli oczy na szykowany zamach? Czy w ich interesie leżało w ogóle – jak to określano – "usunięcie" Sikorskiego ze stanowiska szefa polskiego rządu?
Z dokumentów brytyjskich wynika, że kwestia usunięcia Sikorskiego pojawiła się już w 1941 roku, a na początku 1943 stała się tematem bardzo aktualnym. Głównie ze strony sowieckiej. Stalin nieustannie naciskał na rząd brytyjski, by użył swych wpływów do obalenia – jak twierdził Majski – arystokratycznego rządu polskiego o faszystowskich tendencjach. 6 maja 1943 roku Stalin w telegramie do Churchilla
zarzucił Brytyjczykom łamanie porozumień sojuszniczych. Jeżeli Polacy nie zaprzestaną szkalowania Związku Sowieckiego, niech wiedzą, że cierpliwość rządu sowieckiego ma swoje granice. Według Stalina Sikorski był terroryzowany przez polskie otoczenie "o prohitlerowskich tendencjach" i nie umiał dochować lojalności aliantom. Eden w swym telegramie do Churchilla, który przebywał na konferencji w Waszyngtonie, zgadzał się z opinią sowiecką, że rząd polski musi przejść rekonstrukcję, by stosunki polsko-sowieckie wróciły do normy. Anglicy rozważali taką ewentualność i analizowali pogłoski dochodzące ze środowiska polskiego. Świadczy o tym raport rezydującego w Kairze brytyjskiego ministra stanu Richarda Caseya o przebiegu rozmów z gen. Władysławem Andersem. Miał on oświadczyć otwarcie, że istnieją nieporozumienia pomiędzy wojskiem a rządem, i zapowiedzieć, że jak na razie nie będzie żadnych incydentów ani demonstracji, ale rzeczy wkrótce muszą się zmienić, w przeciwnym razie on zrezygnuje i wtedy nie będzie odpowiedzialny za to, co może się wydarzyć. W odpowiedzi Churchill nakazał Caseyowi trzymanie ręki na pulsie i powstrzymanie Andersa od podejmowania nieobliczalnych decyzji, wyjaśniając, że na widnokręgu nie ma nikogo, kto mógłby zastąpić Sikorskiego. Churchill wydał też tajne dyspozycje attaché wojskowemu w Iraku płk. Hopkinsonowi dotyczące uciszenia przez Andersa jego adiutanta kpt. Klimkowskiego i innych, głośno i wprost mówiących o zamachu na Sikorskiego. Hopkinson spełnił to polecenie.
Brak zainteresowania usunięciem Sikorskiego potwierdza również poufna korespondencja pomiędzy Churchillem i ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem. W jednym z listów brytyjski premier pisze np.: podobnie jak
ty myślę, że Sikorski i niektórzy z rządu powinni być zatrzymani. Jeżeli Sikorski zmieni układ swego rządu pod obcym naciskiem, należy przypuszczać, że on sam zostanie odrzucony przez swoich, a wtedy i my nie dostaniemy lepszej osoby na jego miejsce.
Pożegnanie Sikorskiego z Edenem przed wylotem na Bliski Wschód nastąpiło 22 maja 1943 roku. Premier jeszcze raz zapewnił, że zrobi wszystko co w jego mocy, by wytłumaczyć rodakom, że Polska potrzebuje porozumienia z Rosją. Brytyjczycy byli pewni, że słowa dotrzyma. Oczekiwali jednak z niecierpliwością raportu min. Caseya z Kairu, który nadszedł 26 maja. Donosił o kurtuazyjnej rozmowie Sikorskiego z Andersem, jaka odbyła się w jego obecności. Anders był wyraźnie zdominowany przez osobowość Sikorskiego. Polski premier miał się wyrazić wobec Caseya, że Anders jest jak mały chłopiec, który żałuje, że coś złego zrobił, i dlatego jest mu wybaczone. Ale w przyszłości będzie on musiał uważać na swe posunięcia.
DALSZE HIPOTEZY
W odtajnionych przez Brytyjczyków dokumentach znajdują się też informacje, które rzucają nieco światła na nurtującą historyków kwestię, dlaczego Sikorski chciał lecieć do Gibraltaru przez Afrykę. Jak wynika z telegramu Józefa Retingera do Foreign Office z 21 czerwca, zmiana planu nastąpiła w ostatniej chwili, z inicjatywy Sikorskiego, który pragnął spotkać się w Algierze z gen. Giraud (o którym miał dobrą opinię, w przeciwieństwie do gen. de Gaulle’a), aby – według Retingera – omówić sprawę transportu polskiego złota, przetrzymywanego przez Francuzów w Dakarze. Brytyjczycy niechętnie zgodzili się na tę wizytę, jednak w ostatniej chwili, 2 lipca (na dzień przed wylotem z Kairu), Sikorski ją odwołał, nie chcąc budzić podejrzeń o mieszanie się w wewnętrzne rozgrywki francuskie.
Dzień później telegram szyfrowy X9888 do sztabu RAF w Gibraltarze, nadany z Kairu o godz. 3.04 przez stacje tranzytowe na lotniskach w Bone, Oranie i Maison Blanche, podał, że tajny lot liberatora AL 523 rozpocznie się 3 lipca o godz. 4.06 z lotniska Kair Zachodni; na pokładzie miał się znajdować naczelny wódz i premier Rzeczpospolitej Polskiej.
Sikorski leciał zatem trasą do Algieru, choć wizyta została odwołana. Jest to kolejna zagadka wymagająca wyjaśnienia, tym bardziej że w odtajnionych aktach wywiadu do telegramu przypięta była rękopiśmienna notatka świadcząca o jego niewłaściwym obiegu. Żaden z ujawnionych dotychczas dokumentów brytyjskich nie rozstrzyga niestety, czy gen. Sikorski poniósł śmierć w wypadku, czy padł ofiarą zamachu. Wyraźnie potwierdzają one jednak, że władze brytyjskie od początku starały się wyciszyć katastrofę gibraltarską, z góry przyjmując tę drugą hipotezę.
Dokumenty nie wyjaśniają tym bardziej, kto mógłby być sprawcą zamachu. Znajdują się w nich jednak poszlaki, które wskazują, że wbrew częstym opiniom nie byli nimi najprawdopodobniej Brytyjczycy. Bogactwo interpretacji wielu historyków w Polsce i za granicą skłania nas do smutnej refleksji: ile dokumentów (nie tylko brytyjskich) ważnych dla zobrazowania polskiego udziału w drugiej wojnie światowej pozostaje nadal w ukryciu.
No comments:
Post a Comment